Słomka z kubka z colą wypadła mi z
ust wylewając kroplę napoju na moje nowe, czerwone włosy. Znów jedziemy przez
tą świetną kamienistą drogę!
- Długo jeszcze będziemy
jechać? - zapytałam rodziców.
- Nie, jeszcze chwilkę –
odpowiedziała szybko mama.
Moje długie, kręcone, rude włosy
skakały w każdą stronę. Nie wiedziałam, co gorsze. Jeżdżenie przez tą
kamienistą drogę, czy ta szkoła. Tydzień temu rodzice dostali zaproszenie do
szkoły „Finger School”. Dlaczego?!
Przejechałam palcami po twardej
okładce książki „Pierwszej miłości, kochanego”. Kochałam czytać. Gdy już
otworzyłam na zakończonym miejscu, tata powiedział:
- No cóż, Emily. Jesteśmy na
miejscu.
Czy ten dzień może być jeszcze
gorszy?! Wysiadłam z samochodu i wdepnęłam w kałużę błota, plamiąc podeszwy
glanów. No, może być gorszy.
Rodzice wyciągnęli moje bagaże,
a ja podeszłam do wielkiej, brązowej bramy. Szłam przodem. Popchnęłam furtkę,
która natychmiast się otworzyła. Weszliśmy do dużego ogrodu. Do drzwi
prowadziła wąska ścieżka wiodąca nas przez różany labirynt. Stanęłam przed
wielkimi, czarnymi, jak smoła drzwiami i zastanawiałam się, czy zapukać, czy
otworzyć. Stałam zamyślona, kiedy ojciec stracił cierpliwość.
- Otwierasz te drzwi, czy nie?! –
krzyknął i walnął w drzwi, które tylko lekko się uchyliły.
Zajrzałam przez szparę. W środku
było strasznie ciemno, więc nic nie widziałam. Nagle poczułam rękę mamy, która
lekko popchnęła mnie za drzwi. Wpadłam do ciemnego pomieszczenia, kiedy leżałam
na podłodze wszystkie światła automatycznie się włączyły.
Ściany były ciemno-fioletowe, a
na podłodze był czarny dywan. Obok drewnianych drzwi było mnóstwo obrazów. W
rogu były schody prowadzące na górę i… na dół? W kolorze czarnym i chyba
metalowe?
- Zapraszam – usłyszałam nieprzyjemny
dźwięk i wielki palec wskazujące drzwi na lewo.
- To idziemy – powiedział do mnie
i mamy tata.
Weszliśmy do pomieszczenia.
Wyglądało identycznie, jak poprzednie, ale nie było schodów, a po środku
było biurko, a za nim fotel, na którym
siedziała jakaś kobieta w purpurowych włosach.
- Imię uczennicy – zaczęła.
- Y…. Emily Frankenstein –
zagubiła się mama.
- Wiek.
- 16 lat – odpowiedziałam zanim
zdążył powiedzieć ktoś inny.
- Grupa krwi – tym pytaniem
zadziwiła całą moją rodzinę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz